Czarnobyl, który wykreował mistrzynie paraolimpijską

W ostatnich dniach wiele mówi się o kolejnej rocznicy wybuchu elektrowni w „Czarnobylu”. Co ma wspólnego ta smutna rocznica ze sportem olimpijskim osób niepełnosprawnych… Poznajcie historię Oksnay Masters…

Kiedy 35 lat temu, dokładnie 26 kwietnia 1986 r., wybuchał reaktor w elektrowni jądrowej w Czarnobylu, nikt chyba nie przypuszczał, że skutki jednej z największych katastrof w historii, będą odczuwane jeszcze przez wiele lat i tak daleko od miejsca zdarzenia. Wydarzeniami w Czarnobylu naznaczona jest Oksana Masters. To wielokrotna medalistka igrzysk paraolimpijskich. Jej życie to było prawdziwe piekło.

Wszystko wskazuje na to, że jej matka Oksany została napromieniowana wskutek wybuchu reaktora w Czarnobylu. Kiedy dziewczynka przyszła na świat, to był dla niej szok. Dziecko miało silnie zdeformowane ciało. Dziewczynka urodziła się z jedną nerką, a także sześcioma palcami u nogi. W dłoniach miała wprawdzie pięć palców, ale nie było kciuka. Dodatkowo palce u rąk i nóg były zrośnięte. Ponadto jej lewa noga była krótsza od prawej o 15 cm. Nie miała kości piszczelowej. Przeprowadzono wprawdzie liczne operacje, ale ostatecznie – po wielu latach – trzeba było amputować obie nogi powyżej kolana. To są te najbardziej widoczne blizny. Do tego można pewnie przywyknąć, choć zdrowej osobie trudno to sobie wyobrazić.

Gorzej jednak, gdy pojawiają się wielkie rany na duszy. A tak było w przypadku Oksany. Utytułowana paraolimpijka, która zdobywała medale na zimowych igrzyskach w biegach narciarskich i w biathlonie, a także na letnich w wioślarstwie, długo nie chciała o tym opowiadać, ale w końcu się przełamała. Z jej opowieści w filmie „Survivor” wyłania się obraz piekła na ziemi. Masters wyjawia w nim, że była wykorzystywana seksualnie i dręczona psychicznie na Ukrainie po tym, jak rodzice oddali ją do adopcji. W sierocińcach spędziła siedem i pół roku.

– Wiele osób nie chce wierzyć w to, co się dzieje w niektórych sierocińcach na Ukrainie. Ale muszą, bo tam dzieją się straszne rzeczy – powiedziała.

Zawodniczka doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że najtrudniej jest powiedzieć o tym głośno, że jest się ofiarą przemocy.

– W moim życiu wciąż są rzeczy, które pamiętam tak dokładnie, jakby zdarzyły się wczoraj. One bez względu na upływa czasu na zawsze pozostaną w mojej pamięci – opowiadała Masters, która opisywała sierocińce, w jakich mieszkała i cierpiała.

Większość tych najgorszych rzeczy jakie ją dotknęły przytrafiała się w nocy. Nawet ma listę rzeczy, których nie może znieść do tej pory. To są: noże, zapalone papierosy i metalowe łańcuchy.

– Do dziś mam problemy z tym, by poddać się masażowi. To chyba najlepiej daje wyobrażenie tego, co przeżyłam. Większość najgorszych rzeczy wydarzyła się w nocy. Sierocińce na Ukrainie to miejsca, które są zaprojektowane tak, by były jak najbardziej przerażające. Są zatem długie i ciemne jak noc korytarze – mówiła.

Jej życie zmieniło się całkowicie w momencie, kiedy pojawił się w nim Amerykanin Gay Masters. To logopeda, mieszkający w Kentucky, który postanowił dać szansę niedożywionej i przestraszonej dziewczynce. Adoptował Oksanę i zabrał ją do Stanów Zjednoczonych.

Jej nowe życie było „rajem”, ale wcale nie było łatwo się do niego przystosować, bo koszmarna przeszłość wciąż dawała o sobie znać.

„Opiekowali się mną i troszczyli się o to, by niczego mi nie brakowało. Do tego wszystkiego, choć nie byli moimi biologicznymi rodzicami, to kochali mnie bardzo. Były jednak rzeczy, które trudno było przezwyciężyć. Jedną z nich był sen. W sierocińcu był on kojarzony z przemocą. Dlatego nienawidziłam go. Tymczasem w nowej rodzinie miałam wygodne łóżko. Zbyt wygodne dla mnie. Musiałam nawet spać na podłodze, bo inaczej nie czułam się komfortowo. Spanie na twardym podłożu powodowało jednak traumę – opowiadała 31-letnia obecnie sportsmenka.

Jej przybrana matka pomogła jej pokonać traumę. Dzięki niej stała się silną kobietą.

– Moja mam nauczyła mnie być osobą, która pamięta i zapomina. Otworzyła dla mnie tak wiele drzwi życia, przez które mogłam przejść, by zakochać się w świecie. Wiem, że nigdy nie wynagrodzę jej tego, co dla mnie zrobiła – powiedziała.

Z biegiem czasu przestała też nienawidzić swoją biologiczną matkę, która zaraz po narodzinach skazała ją na taki los. Odrzuciła.

– Marzyłam o dniu, w którym spotkam swoją biologiczną rodzinę. Tak bardzo ich nienawidziłam, ale z drugiej strony wiele czasu poświęcałam na myślenie o tym, dlaczego to zrobili? Teraz, kiedy jestem starsza, to wiem, że to jest o wiele bardziej skomplikowane niż mi się wydawało. Nie mieli na tyle środków do życia, by dobrze się mną zająć. Próbowali przetrwać. Ja z kolei w całym tym koszmarze miałam jednak szczęście. To, co mi się wówczas wydarzyło, sprawiło, że mam teraz inne, lepsze życie. Ale nadal zadaję sobie wiele pytań. Nadal chciałabym ich spotkać – wyznała.

Sama myśli o założeniu własnej rodziny.

– Myślę, że byłabym dobrą matką. Chciałbym nauczyć swoje dzieci, jak być silnymi i niezależnymi – powiedziała.

Masters wie, że jej świadectwo może posłużyć dzieciom i kobietom, które przechodzą podobną sytuację. Była przecież ofiarą przemocy. W sierocińcu znęcano się nad nią.

Sport odmienił też jej życie. Dzięki niemu stała się silną kobietą.

– Potęga sportu dała mi drogę do uzdrowienia i uwolnienia się od wszystkiego, odnalezienia i ponownego odkrycia siebie w pozytywny sposób. Mam nadzieję, że części mojej historii uzdrowią wiele osób. Części nigdy nie opowiem. Na zawsze pozostaną tylko we mnie. Mam nadzieję, że to, o czym mówię, pomoże jednak innym dzieciom, które przeszły to, co ja, a nie wiedziały, jak sobie z tym poradzić. Dziś mogę powiedzieć, że jestem jednym ze szczęśliwców, którym udało się wyjść z sierocińca – mówiła.

Masters jest dwukrotną mistrzynią paraolimpijską i brązową medalistką w biegach narciarskich z Pjongczangu. Na tych samych igrzyskach wywalczyła też dwa srebrne medale w biathlonie. Cztery lata wcześniej było srebro i brąz w biegach w Soczi. Z kolei w 2012 r. była brązową medalistką letnich igrzysk paraolimpijskich w Londynie w wioślarstwie, kiedy jeszcze mogła uprawiać ten sport. W Rio de Janeiro (2016) startowała jeszcze w handbike’ach i zajęła czwarte miejsce.

– Dzięki sportowi zobaczyłam, że moje ciało ma moc, której nigdy nie wolno lekceważyć. To był cel treningów, a nie medale wielkich imprez, których mam sporo – przyznała.

Przed tą silną kobietą kolejne wyzwania…

(źródło: Onet Sport)

 

Śledź nasze social media:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *