Dariusz Wandzel: sentyment do sztangi zostanie mi do końca życia…

Kiedy w 2000 r. powstała w Eurobeskidach siłownia, na której o formę dbali zawodnicy sekcji lekkoatletyczne, do treningów dołączył też sztangista Dariusz Wandzel. I to od niego zaczęła się historia sekcji podnoszenia ciężarów w Stowarzyszeniu Integracyjnym Eurobeskidy. Sam pan Dariusz ćwiczył tak sumiennie, że szybko przyszły sukcesy. Trudno już dziś zliczyć te medale, które zebrał w ciągu blisko 20 lat. Są wśród nich te najcenniejsze: złote krążki Mistrzostw Polski.

W sekcji podnoszenia ciężarów w Stowarzyszeniu Integracyjnym Eurobeskidy nikt dziś nie wyobraża sobie treningów czy zawodów bez niego. – Bo Dariusz Wandzel był z nami „od zawsze” i od niego sekcja wzięła swój początek. Jest przy tym jedynym zawodnikiem, który mimo upływu tylu lat zachowuje niezmiennie bardzo dobrą formę, która nadal pozwala mu na zdobywanie medali – podkreśla prezes Stanisław Handerek.

– Sport siłowy ma to do siebie, że wciąga człowieka. Jak już zacząłem ćwiczyć, tak już zostało. Czasami zdarzały się przerwy w treningach, zwłaszcza ostatnio, z powodu cukrzycy na którą choruję, czy innych przeszkód życiowych. Ale wtedy bardzo mnie ciągnie na tą siłownię. Ćwiczenia dużo mi dają, nie tylko w sporcie. Im zawdzięczam to, że dobrze się czuję i jestem bardziej odporny na wszelkie infekcje. Zdobywam też większą sprawność, która oczywiście przydaje się i w pracy, i w domu – mówi zawodnik

Ze sportem był związany już 3-4 lata wcześniej. Startował i trenował w Katowicach, Tarnowskich Górach. – To było jednak uciążliwe ze względu na dojazdy. Wtedy pojawiła się możliwość treningów w Łodygowicach i zostałem z Eurobeskidami. Startowałem jako reprezentant Eurobeskidów w Mistrzostwach Polski i przy trzecich zawodach zdobyłem swój pierwszy medal. Kilka razy miałem tytuł Mistrza Polski, bywałem też wicemistrzem i brązowym medalistą. Zwykle stawałem na podium – wspomina pan Dariusz. Ma na swoim koncie także medale zdobywane na drużynowych Mistrzostwach Polski i niezliczone trofea turniejów ogólnopolskich, Mistrzostw Śląska.

I tak wypełniał się jego już 20-letni staż w SI Eurobeskidy. To czas, kiedy zawsze, przy każdych zawodach, jest tym pewnym atutem łodygowickiej reprezentacji, a jego spokój i opanowanie udzielają się innym. – Doświadczenie jest ważne – przyznaje – choć czasem przezorność obraca się przeciwko mnie. Tak było niedawno, kiedy zdecydowałem się na niższy początkowy ciężar, żeby nie przecenić swoich sił. A potem się okazało, że trochę mi zabrakło wiary w siebie, wszystkie podejścia wycisnąłem z zapasem i żałowałem, że nie zrobiłem lepszego wyniku, bo wszystkie podejścia zaliczyłem z zapasem.

Dobra forma i osiągane rezultaty sprawiły, że w 2005 r. trafił do kadry narodowej. Nie udało mu się jednak wyjechać na znaczące zawody zagraniczne: Mistrzostwa Europy, Świata, czy Igrzyska Paraolimpijskie. – Marzyłem, że wystartuję na paraolimpiadzie w Pekinie. Byłem w kadrze prawie dwa lata, ale zrezygnowałem z  niej. Nie miały na to wpływu moje wyniki, ale panujące tam wtedy różne układy, które mi się nie podobały. Nie będąc zawodnikiem dużego klubu miałem znacznie więcej przeszkód do pokonania, począwszy od możliwości trenowania na dobrym sprzęcie na zgrupowaniach, który zwykle był nie dla mnie, a na decyzjach startowych kończąc. Trudno było pogodzić się, że na Mistrzostwa Europy w mojej kategorii wagowej pojechał zawodnik z Wrocławia, który dźwigał o 15 kilo mniej ode mnie. To nie było fair i postanowiłem zrezygnować z kadry. Nie mogłem zaakceptować takiego traktowania zawodników – mówi stanowczo Dariusz Wandzel. I to wiele mówi o nim…

Ile stracił przez tę decyzję, już się nie dowiemy, bo należy on do tych zawodników, którzy swoje rekordy bija nie na treningach, ale podczas zawodów, gdy działa adrenalina starcia z rywalami i obecność kibiców. – Ta atmosfera zawodów zawsze mnie cieszyła i dodawała mi mocy. Tak zawsze biłem rekordy – nie ukrywa. Tak właśnie na Mistrzostwach Śląska w 2006 r. wycisnął swoją najcięższą sztangę: 200 kilogramów.

Z latami przybywało mu obowiązków rodzinnych i zawodowych, ale nawyk bywania w każdej wolnej chwili na siłowi pozostał. Wytrwale trenuje i utrzymuje dobrą formę. Kilka tygodni temu z ogólnopolskiego turnieju w Tarnowie znowu wrócił z medalem. Tym razem brązowym.

– Siłownia zawsze mi się podobała i lubię trenować. Kiedy mogę, trenuję 3-4 razy w tygodniu. Lubię być aktywny i wtedy lepiej się czuję. Czasem jednak zdarzają się przerwy. Gdyby nie one, to pewnie forma byłaby lepsza – zastanawia się multimedalista.

– A sentyment do sztangi na pewno zostanie mi do końca życia. Kiedy zmuszony jestem zająć się czymś innym, to mi tego trenowania brakuje i tęsknię. W mojej sytuacji, odkąd pojawiła się cukrzyca, ten ruch też pomaga w walce z chorobą. Więc na pewno na razie nie odłożę sztangi i będę chciał nadal startować – zapowiada. Ta obietnica cieszy nie tylko trenera i kolegów z sekcji, ale także sympatyków pana Darka, którzy chcą nadal oglądać jego zwycięstwa  nad sztangą.

Śledź nasze social media:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *