Decydujący jest każdy ruch – mówi Henryk Seifert, mistrz Polski w szachach

W Ustroniu odebrał niedawno puchar i medal, zdobywając swój pierwszy mistrzowski tytuł w wieku 62 lat. Szachy zajmują ważne miejsce w jego życiu od dawna i w bardzo różnoraki sposób wpływają na niego. Ten największy sukces sportowy przyszedł dopiero po wielu latach, sprawiając naprawdę wielką radość i zawodnikowi, i jego kibicom…
– Gry w szachy nauczył mnie mój tata w piątej klasie podstawówki i raczej nie chodziło o sportową karierę, a bardziej o działanie wychowawcze i o to, żeby odwrócić moją uwagę od złych zachowań. Udało się – uśmiecha się Henryk Seifert. – Zacząłem więc dość późno, bo dzisiaj to dzieci zaczynają już w przedszkolu. Kiedyś to wszystko jednak było trochę później, a pierwsze zawody dla młodych zawodników to były Mistrzostwa Polski młodzików – dla zawodników od 14 lat. Pierwszy raz w takich mistrzostwach brałem udział w Opolu i o mały włos, a mógłbym być wtedy zwycięzcą.
Zaczęły się coraz częstsze starty w szachowych turniejach, przyszły kolejne zwycięstwa w wojewódzkich spartakiadach Pałacu Młodzieży w Katowicach.
– Szachy miały coraz większe znaczenie w moim życiu. Zajmowały coraz więcej czasu i uwagi, aż tata zaczął się niepokoić, że za bardzo mnie to wciąga: bo tylko szachy i szachy. Tym bardziej, że najpierw grałem dla treningu z tatą, ale kiedy zacząłem wygrywać, tacie się to mniej podobało, a ja zacząłem szukać innych partnerów do szachownicy. Nie wiedziałem wówczas o istnieniu klubu sportowego, więc zaglądałem do… poczekalni na dworcu PKP, gdzie starsi panowie grali czekając na pociąg – wspomina pan Henryk.
Kiedy zaczął wygrywać i z nimi, znalazł wreszcie klub BBTS Włókniarz Bielsko-Biała, gdzie działała sekcja szachowa i tam zaczął grać systematycznie. – Nie było w tamtym czasie trenerów, więc wszystko zależało od własnych poszukiwań i wytrwałości. Doszedłem do stopnia mistrza krajowego, ale choć do stopnia mistrza międzynarodowego niewiele mi brakowało, jakoś nie zdobyłem się na większy wysiłek – i tak już zostało. Potem przyszły życiowe zmiany, szkoła średnia, służba wojskowa w marynarce, więc miałem przerwę, ale jednak wróciłem do szachów. Grałem w różnych klubach pierwszoligowych, obok Włókniarza również w klubie Rymer Niedobczyce, z którym zdobyliśmy drużynowe mistrzostwo Polski w grze błyskawicznej. Z Włókniarzem zdobyliśmy też mistrzostwo Polski w grze korespondencyjnej, która w dobie komputerów już straciła rację bytu. Grałem też w KKSz Kraków – wylicza zawodnik, który udzielał się też jako instruktor szachowy. W takiej roli poznali go członkowie sekcji szachowej w Stowarzyszeniu Integracyjnym Eurobeskidy w Łodygowicach. Przez kilka lat prowadził sekcję jako instruktor, opiekując się dodatkowo świetlicą i siłownią Eurobeskidów w Łodygowicach.
Szachy były najpierw jego wychowawcą, potem pasją i rozrywką, a w ostatnich stały się pomocnikiem w ratowaniu życia. – Od prawie 10 lat borykam się z chorobami, najczęściej onkologicznymi, które wiążą się z operacjami i dużym stresem, a dla zdrowienia ważne jest minimalizowanie stresów, opanowanie ich. W tym właśnie pomocne są szachy. A kiedy zatroszczyłem się kondycję organizmu, zauważyłem, że i umysł stał się sprawniejszy. Lepiej mi się gra, a granie mnie uspokaja, odwraca uwagę od zmartwień. Dzięki szachom jestem zdrowszy. Podjąłem się też trenowania innych – podkreśla Henryk Seifert.
W Mistrzostwach Polski seniorów zdecydował się uczestniczyć w tym roku po raz pierwszy. Startowało 171 zawodników, którzy uczestniczyli w rozegraniu 9 rund. – Turniej był trudny i wyczerpujący, bo wymagał maksymalnego skupienia i przy tej liczbie zawodników nie można było „odpuścić” żadnej partii i walczyć o każdy punkt. To się wiąże z kondycją psychiczną i fizyczną, bo taka partia kończyła się po 3-4 godzinach, a nieraz były po dwie dziennie – przyznaje szachista.
W sumie zdobył po 9 partiach 7,5 pkt, a taki wynik miało jeszcze dwóch innych zawodników. Ostatecznie decydowała punktacja pomocnicza czyli obliczenia według systemu Buccholza, w którym sumuje się punkty zdobyte przez przeciwników gracza, odrzuca rezultaty skrajne czyli najsłabszy i najwyższy wynik. Ten system jednoznacznie wskazał na zwycięstwo Henryka Seiferta.
– To dla mnie naprawdę duża radość. Dostałem piękny puchar, ufundowany przez premiera Mateusza Morawieckiego, stylizowany na figurę szachowego króla, nagrodę rzeczową i finansową. Ale najważniejsza jest satysfakcja z tytułu – nie ukrywa mistrz Polski A.D. 2019.
Na pytanie, jak trzeba grać, żeby wygrać, odpowiada:  – Trzeba grać zgodnie ze swoim charakterem, dopasowując styl gry do własnej osoby. Spokojny człowiek wybiera spokojną grę pozycyjną. Ktoś obdarzony żywiołowym temperamentem wybiera bardziej efektowne, ale też ryzykowne kombinacje. Najpierw trzeba się tego wszystkiego dobrze nauczyć, liczyć warianty. Sam jestem zawodnikiem pozycyjnym, cierpliwym. A kiedy siada się do partii na zawodach, trzeba jednakowo uważnie decydować się na każdy ruch, bo ten jeden ruch ma kolosalne znaczenie i błędu nie można już potem nadrobić – przestrzega mistrz Henryk Seifert.
Śledź nasze social media:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *