Katarzyna Kozikowska – mistrzyni, która walczy i zwycięża

Katarzyna Kozikowska swoją przygodę z parakajakarstwem rozpoczęła 4 lata temu, a na swoim koncie ma już złoty medal mistrzostw Europy i kwalifikacje na igrzyska w Tokio. Cechuje ją niezwykła wytrwałość i determinacja, która przydaje się nie tylko w sporcie.

Kilkanaście lat temu zdiagnozowano u Pani raka. Okazało się, że konieczna będzie amputacja. Jak odebrała Pani wówczas tą wiadomość?

Miałam niecałe 13 lat, gdy dowiedziałam się, że będzie trzeba amputować nogę. Z początku nie rozumiałam co to znaczy. Nie wiedziałam z czym to się wiąże. Podczas leczenia najbardziej nie wstrząsnęła mną informacja o amputacji, ale fakt, że wypadły mi włosy. To był wiek dojrzewania, a ja miałam wrażenie, że tracę swoją kobiecość. Ciężej było mi pogodzić się ze stratą włosów niż nogi. Podczas zabiegu miało się okazać czy amputacja będzie obejmować całą kończynę czy tylko jej część. Pamiętam to jak dzisiaj. Zaraz po przebudzeniu się sprawdziłam, czy mam kawałek nogi, okazało się, że tak. Byłam naprawdę szczęśliwa.

Wiele osób na wieść o tym, że będą musiały żyć bez kończyny załamuje się. Co dało Pani siłę do działania, do tego, aby ruszyć naprzód?

Wiele mi dało wsparcie rodziców i nastawienie psychologa. Kiedy została mi amputowana noga wiedziałam, że walczę o życie. Po amputacji powoli wracałam do zdrowia. W tym czasie brałam chemie. Później była to jedynie chemia podtrzymująca, ponieważ nie były widoczne żadne zmiany. Po amputacji przeszłam jeszcze dwa zabiegi na płucach. Dzięki pomocy psychologa i rodziców amputacja nie była dla mnie czymś strasznym, tylko małą bitwą podczas całej wojny o moje życie. Wychodząc ze szpitala moi rodzice powiedzieli, że przykro im bardzo, ale wózek w futrynach w domu się nie zmieści, więc będę musiała wyjść o kulach. Uwierzyłam im. Ze szpitala wyszłam o kulach. 10 lat później, gdy rozpoczęłam studia z fizjoterapii wiedziałam, że ten wózek spokojnie by się zmieścił, a rodzice zrobili to po to, aby mi pomóc. Mam wrażenie, że choroba ukształtowała mój charakter i wartości, którymi kieruje się w życiu.

Po amputacji niezbędna była rehabilitacja. Czy to właśnie wtedy stawiała Pani pierwsze kroki w karierze sportowej?

Pierwsza rehabilitacja po leczeniu była związana z nauką chodzenia na nowej protezie. Kiedy już to opanowałam zaczęliśmy myśleć o ogólnym rozwoju. Mama pracowała jako pielęgniarka i dowiedziała się, że są zajęcia dla niepełnosprawnych. W ten sposób trafiłam do sekcji pływackiej, którą prowadził Wojciech Seidel. Po dwóch tygodniach rehabilitacja na pływalni przerodziła się w chęć współzawodnictwa. Wtedy trener Zajdel zaproponował mi, abym dołączyła do sekcji. Zgodziłam się. Zobaczyłam, że na tych zajęciach są osoby z przeróżnymi niepełnosprawnościami: bez rąk, nóg, na wózkach, niewidomi, głusi. Stwierdziłam wtedy: „jak oni dają radę, trenują i mają osiągnięcia, to dlaczego ja bym miała nie dać rady”. Tak właśnie zaczęła się moja przygoda z pływaniem.

Podczas Mistrzostw Świata Juniorów w pływaniu wywalczyła Pani miejsca na podium. Co Pani wtedy czuła?

Przed mistrzostwami uzyskałam klasyfikacje, czyli przyporządkowanie do danej grupy startowej, dzięki której mogłam startować w imprezach międzynarodowych. Na mistrzostwach wywalczyłam pięć medali. Był to taki ogromny „kop motywacyjny”. Pomyślałam wtedy, że te godziny treningów na basenie, zapach chloru na skórze nie jest taki straszny. Dało mi to dużą chęć do działania. Próbowałam później zdobyć kwalifikacje na igrzyska paraolimpijskie do Londynu. Walczyłam na dystansie 400 metrów stylem dowolnym. Był to mój koronny dystans. Niestety trochę mi zabrakło. Nie poddawałam się. Po drodze były jeszcze mistrzostwa świata IWAS oraz mistrzostwa Europy. Tam byłam finalistką, a jednak tej kwalifikacji do Londynu nie udało się zdobyć. Do Rio również próbowałam zrobić kwalifikacje. Niestety tutaj zabrakło mi setnych sekundy. Wtedy stwierdziłam, że to czas na zamiany.

Jak rozpoczęła się Pani przygoda z kajakarstwem?

Wielu osobom mówiłam, że pływanie nie sprawia mi takiej radości. Ta informacja musiała dotrzeć do mojego znajomego ze Startu Jakuba Tokarza, złotego medalisty igrzysk w kajakarstwie. Zadzwonił do mnie po paraolimpiadzie w Rio. Powiedział, że widział mnie wiele razy, że moja budowa nadałaby się idealnie do kajakarstwa, tym bardziej, że pływanie jest bardzo podobne do kajakarstwa, bo też pracujemy w wodzie.  Stwierdziłam, że to idealny czas na zmiany. Obiecałam sobie, że zacznę działać w którymkolwiek kierunku, no i padło na kajakarstwo.

Przyszłam na pierwszy trening Dawida Nowackiego we Wrocławiu. Był z początku przerażony, bo nigdy nie prowadził zawodniczki z niepełnosprawnością, więc stwierdził, że będzie mnie prowadził jak zawodniczkę pełnosprawną. Mam wrażenie, że wyszło mi to na dobre, ponieważ tutaj też nie miałam żadnej taryfy ulgowej. Trenuje cały czas z osobami pełnosprawnymi, więc mogę się ścigać i mam kogo gonić.

Katarzyna Kozikowska

Czy żałuje Pani decyzji o zmianie kierunku kariery sportowej?

Ta zmiana była mi bardzo potrzebna, szczególnie jeśli chodzi o głowę. Zawsze wszystkim dziewczynom zazdrościłam opalenizny. My treningi zawsze mieliśmy w zamkniętej pływalni, więc gdy przeszłam na kajakarstwo od razu znalazłam wiele pozytywnych aspektów tej zmiany. Jestem cały czas na dworze, świeci słońce, poznaje nowe otoczenie, więc uznaję, że to była trafiona decyzja. To nie było dla mnie coś całkowicie nowego, ponieważ ja w sporcie byłam ponad 10 lat i wszystko to, co wyrobiłam w sobie, w moim organizmie znacząco przełożyło się również na kajakarstwo.

Które osiągnięć uważa Pani za najważniejsze?

Jednym z najwyższych moich osiągnięć jest zdobycie kwalifikacji na igrzyska olimpijskie do Tokio w parakajakarstwie. A zaraz za tym złoty medal na mistrzostwach Europy, który bardzo dużo dla mnie znaczy, ale nic za sobą nie niósł. Nie dawał mi żadnej karty, dzięki której mogłam dalej przejść. Natomiast zrobienie kwalifikacji paraolimpijskiej pozwala mi na start w igrzyskach, a wiadomo, że marzeniem każdego sportowca jest występ i zdobycie medalu na igrzyskach.

Do igrzysk w Tokio pozostało niespełna pół roku. To będzie Pani olimpijski debiut. Czy oczekiwaniu towarzyszą pewne obawy? Jakie nadzieję wiąże Pani z tymi igrzyskami?
Byłam trochę podłamana, bo tyle czekałam na te igrzyska. Do trzech razy sztuka. Za trzecim razem zrobiłam ta kwalifikacje, a tutaj nagle przekładają igrzyska. Po rozmowach z rodziną, mężem, trenerem doszliśmy do wniosku, że jest dodatkowy rok na bycie jeszcze lepszym. Nie powiem, że się stresuje igrzyskami. Bardziej jestem ciekawa jak to wygląda, ponieważ wiem, że igrzyska rządzą się własnymi prawami. Mam dużo startów w sezonie, ponieważ w każdym z nich mamy mistrzostwa świata, Europy i przynajmniej jeden puchar świata, więc na brak startów nie mogę narzekać. Bardziej jestem ciekawa jak to wygląda. Jadąc na igrzyska myśli się tylko o tym, żeby wypaść jak najlepiej, ja chciałabym tak wypaść i robię wszystko żeby tak się stało. Moim marzeniem jest zdobycie medalu, ale zobaczymy jak będzie.

Co sport zmienił w Pani życiu?
Sport przede wszystkim nauczył mnie, że porażka nie smuci tylko daje dodatkowego „kopa” do dalszego działania. Dzięki temu, że uprawiam ten sport wykształciłam w sobie hart ducha i chęć do rywalizacji oraz to, że się nie poddaje. Sport i choroba mnie tego nauczyły. Czasami myślę sobie, że w taki sposób jak wygrałam z chorobą chciałabym wygrać medal na igrzyskach.

Katarzyna Kozikowska

Jakie rady ma Pani dla młodych osób po amputacji, które rozpoczynają dopiero swoją przygodę ze sportem?

Przede wszystkim wytrwale dążyć do celu. Mój przykład jest złym przykładem, ponieważ po 3 latach zdobyłam mistrzostwo Europy, ta kariera była bardzo dynamiczna, ale również trenowałam wcześniej pływanie, w którym powoli dochodziłam do każdego celu. Nie można się poddawać, małymi krokami należy iść do przodu, spełniać powoli swoje marzenia. Na wszystko przyjdzie czas.

Czy ma Pani plan awaryjny na wypadek, gdyby musiała Pani zrezygnować ze sportu?

Nie samym sportem człowiek żyje. Jestem zdania, że każdy człowiek powinien się kształcić, ponieważ wystarczy kontuzja, zakończenie kariery. I pytanie „co wtedy?”. Są częste przypadki depresji wśród sportowców, bo nie potrafią się znaleźć w nowej rzeczywistości. Jestem po studiach z fizjoterapii, aktualnie uczę się w szkole doktorskiej. W razie czego zawsze mogę tej fizjoterapii spróbować. Mam również papiery instruktora pływania i kajakarstwa, więc w mojej głowie rodzi się też pomysł, żeby może kiedyś zostać też trenerem.

Czy może Pani liczyć na wsparcie sponsorów?

W drodze do Tokio wspierają mnie takie firmy jak Mazda Grupa Wróbel, Visa, Hasco-Lek oraz Polska Fundacja Narodowa w programie Team 100, za co jestem ogromnie wdzięczna. Bez tego nie miałabym tak dobrych warunków treningowych.

Śledź nasze social media:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *