Multimedalistka A.D. 2019: Magdalena Konior

Najbardziej utytułowana zawodniczka sekcji podnoszenia ciężarów w SI Eurobeskidy również w tym roku stanęła kilkakrotnie na podium. Najpierw dowiodła, że w swojej kategorii wagowej jest najlepsza w kraju i do kolekcji swoich medali dołączyła kolejny złoty krążek Mistrzostw Polski. Na 39. Srebrnej Sztandze – międzynarodowej imprezie sportowej dla osób niepełnosprawnych z udziałem zawodników z Polski, Słowacji i Węgier wywalczyła srebrny medal. Start w 11.Tarnowskim Turnieju w Podnoszeniu Ciężarów LELIWA 2019 również zwieńczyła srebrnym medalem.

A kibice ne zapominają, że w poprzednich latach na Mistrzostwach Europy została brązową medalistką, a na Mistrzostwach Świata była piąta.

Do dzisiaj żartuje ze swoich sportowych początków, które jej zdaniem wcale sportowe nie były. Bo w 2006 r. przyszła po raz pierwszy na siłownię Aqua w Bielsku-Białej wyłącznie po to, żeby zrzucić parę zbędnych kilogramów. – Tu spotkałam trenera Stanisława Mirochę, który namówił mnie do wyciskania sztangi. Pojechałam na pierwsze zawody raczej jako obserwator, a na miejscu okazało się, że mam wystartować. Zadziałał z zaskoczenia, a że wynik wcale nie był zły, to postanowiłam spróbować pociągnąć to dalej, choć gdyby mnie ktoś wcześniej zapytał o sportową aktywność, to raczej bym go wyśmiała – wspomina pani Magda.

Tak rozpoczęła pod okiem trenera Mirochy systematyczne treningi jako zawodniczka Eurobeskidów i z jednej strony rzeczywiście udało się jej zrzucić nieco kilogramów, a z drugiej, zaczęło przybywać kilogramów, które potrafiła podnieść na zawodach. I choć zaczęła pozornie za późno jak na wyczynowy sport, bo w wieku 30 lat, jednak udało się jej wypracować mistrzowską formę.

– Kluczem do tego, co działo się potem jest też to, że naprawdę polubiłam siłownię. Lubię tu przychodzić, bo tu odpoczywam psychicznie. To też dla mnie szansa, żeby wyjść, spotkać się z ludźmi. Mam tu wielu znajomych, z którymi mogę porozmawiać, pożartować, gdzie nikt nie dziwi się temu, jak chodzę – tłumaczy sztangistka. – Dlaczego to takie ważne? Bo większość osób niepełnosprawnych ma problem z niską oceną własnej wartości i spotyka się z takim podejściem ze strony innych.

W zaakceptowaniu siebie pomaga jej też praca. Na co dzień jest pracownikiem urzędu skarbowego i swoje obowiązki wykonuje bez stosowania taryfy ulgowej. – To, że mam problemy z chodzeniem wcale przecież nie oznacza, że nie powinnam traktować poważnie swojej pracy, tak samo jak inni. Choć oczywiście zdarzało mi się spotykać ze zdziwieniem, dlaczego pracuję jak każdy urzędnik, a nie na przykład w zakładzie pracy chronionej.

Tej samej dyscypliny i konsekwencji wymaga od siebie na treningach. – To również efekt pracy trenera, który dopinguje nas wszystkich w sekcji, żebyśmy przychodzili na treningi regularnie, nawet jeśli nam się tego dnia niezbyt chce. I niesłychanie cierpliwie pomaga w czasie treningów w usuwaniu wszystkich niedoskonałości naszego wyciskania sztangi. Ta jego troska o nas na pewno motywuje do wytrwałej pracy lepiej niż pokrzykiwania czy groźby, które zdarzało mi się czasem obserwować u innych. Dzięki temu lubimy sport,  to ważne, bo gdybym tego nie lubiła, nikt by mnie na trening nie zaciągnął – uważa mistrzyni Polski.

Przyznaje, że trening ze sztangą wcale nie jest lekki. Dla dobrego wyniku tych ciężarów na sztandze podnoszonych systematycznie w każdym tygodniu uzbiera się kilkanaście ton.

– To oczywiście warunek przyszłego zwycięstwa na zawodach i satysfakcji z miejsca na podium. Ale to jest też szansa udziału w ciekawych wyjazdach na sportowe turnieje. Z nimi wiąże się przede wszystkim duma, że mogę założyć koszulkę z orłem i reprezentować Polskę na międzynarodowych turniejach czy mistrzostwach. I świadomość, że ktoś na mnie liczy i trzyma za mnie kciuki. Gdyby nie udział w Mistrzostwach Świata, nigdy bym nie trafiła do Malezji czy Dubaju. To było niesamowite doświadczenie, kiedy mogliśmy z całą reprezentacją korzystać z pięknych obiektów wspaniale przystosowanych do naszych potrzeb. Po treningach udawało się jeszcze wygospodarować trochę czasu, by zwiedzić okolicę – wspomina Magdalena Konior i z uśmiechem dodaje, że to taki mały bonus do tego, że niepełnosprawnym w każdej dziedzinie życia jest ciężej niż innym. – Ale na tym nie można się skupiać i trzeba raczej starać się skupić na pokonywaniu przeszkód, a nie narzekaniu – mówi krótko. I sama się nie skarży, tylko wytrwale podrzuca na swojej sztandze kolejne tony.

– Wiem, że gdybym tego nie robiła, gdybym nie ćwiczyła, to rzeczywiście miałabym większe problemy z własną wagą i jeździłbym na wózku. To poczucie, że trzeba być aktywnym, to również zasługa moich rodziców, którzy nigdy nie zrezygnowali z żadnych możliwych form mojej rehabilitacji. Wiem, że poświęcili mi wszystko i że sama musze też z siebie dawać wszystko. Dużo się też uczę od innych. Moim rehabilitantem był kiedyś Sławek Jędrzejko i spotkaliśmy się po raz pierwszy wiele lat temu w Jaworzu. Kolejny raz trafiliśmy na siebie już po jego wypadku, w którym złamał kręgosłup. Teraz trenujemy w tej samej sekcji i widzę, jak jest niesamowicie pogodny, unika użalania się nad sobą, dobrze dogaduje się z ludźmi – tłumaczy pani Magda.

Nie ukrywa, że sport wiele zmienił w jej życiu, przyniósł mnóstwo satysfakcji, dał możliwość nowego realizowania siebie, dał dużo nowych znajomych i niepowtarzalne doświadczenia.

– Dzięki systematycznym treningom mogę też powiedzieć, że jestem na co dzień szczęśliwsza, bardziej zrelaksowana, bo na siłowni wszelkie przyniesione z zewnątrz emocje opadają. Dlatego z całego serca zachęcam wszystkie osoby niepełnosprawne, żeby korzystały z tej szansy, jaką daje sport, bo dzięki niemu łatwiej mogą przekonać się, że mimo niepełnosprawności wcale nie muszą czuć się gorsze czy dowodzić innym, że są lepsze – podkreśla zawodniczka.

Choć oczywiście nie zapomina, że najpierw jest kobietą, a dopiero potem sportowcem, i gdy trzeba, to musi się znaleźć czas na fryzjera czy kosmetyczkę, wyjście do teatru. – Czasem muszę przekonywać koleżanki z kadry, że jeżdżenie na wózku przecież nie ma żadnego związku z tym, czy ma się zadbane paznokcie i nie ma powodu, żeby rezygnować. Bo to też krok ku temu, by zaakceptować siebie, a gdy siebie zaakceptujemy, mamy tę siłę, żeby pokonywać przeszkody – dodaje Magdalena Konior.

Śledź nasze social media:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *