Wioletta Kimla i kobieca władza nad piłeczką tenisową

Kiedy w maju zdobyła tytuł mistrzyni Polski w tenisie stołowym i złoty medal grając w parze wraz z Jolantą Kopaczyńską ze Startu Wrocław, mówiła o swoim sukcesie z lekkim zdziwieniem i przyznawała, że jest nim trochę zaskoczona. A nie powinna, bo przecież od dawna Wioletta Kimla z Łękawicy należy do czołówki polskich zawodniczek. Zresztą swoją dobrą formę potwierdziła w tym roku, zdobywając we wrześniu srebny medal na XIX Ogólnopolskim Turnieju Tenisa Stołowego Osób Niepełnosprawnych w Jaworzu, a także brązowy krążek podczas Ogólnopolskiego Turnieju o Grand Prix w Drzonkowie, rozgrywanym w połowie listopada.

Ma naturę długodystansowca i rzadko się poddaje. Wytrwałość jest jej niezbędna. Od lat zmaga się problemami zdrowotnymi z powodu choroby nerek. Ma za sobą 10 lat przeżytych dzięki dializom, a od 2011 roku – z przeszczepioną nerką. Transplantacja pozostawiła po sobie pewne komplikacje i co jakiś czas powoduje poważne kryzysy zdrowotne, pozbawiając ją odporności.

Jeszcze w czasie, kiedy funkcjonowała dzięki dializom, zetknęła się z działalnością Polskiego Stowarzyszenia Sportu po Transplantacji. Tak zaangażowała się m.in. w organizowany w Wiśle Bieg po Nowe Życie, a także w Mistrzostwa Europy dla Osób po Transplantacji i Dializowanych. Z tych, które odbywały się 2008 roku w Wurzburgu przywiozła 3 złote medale,, a w 2014 roku w Krakowie wywalczyła już 5 krążków: 3 złote, srebrny i brązowy. Zdobywała je w różnych konkurencjach, wśród których powtarzał się tenis stołowy. Kiedy w 2017 roku wyjechała na XXI Światowe Igrzyska dla Osób po Transplantacji do Malagi w Hiszpanii, wróciła z dwoma złotymi medalami, które wywalczyła właśnie w tenisie stołowym oraz w pchnięciu kulą. Z Malagi przywiozła też medal brązowy w rzucie dyskiem.

Na Mistrzostwach Polski i w ogólnopolskich turniejach nieraz stawała już na podium, reprezentując Stowarzyszenie Integracyjne Eurobeskidy Łodygowice. – W tym sezonie nie spodziewałam się jednak zbyt dobrych wyników, bo na przełomie roku miałam problemy ze zdrowiem i musiałam ograniczyć treningi. Zdecydowałam się na przyjazd do Wisły, bo to przecież dobra okazja, żeby poćwiczyć grę, tym bardziej, że nie trzeba było daleko jechać – tłumaczyła pani Wioletta.

Kiedy jednak razem z Jolantą Kopaczyńską pokonały w finale Teresę Sturm i Monikę Borewicz, przyznawała, że to… bardzo miłe uczucie zdobyć tytuł mistrzyni Polski. – Tenis stołowy jest moją ulubioną dyscypliną sportu i lubię grać, kiedy tylko mogę. Chętnie wyjeżdżam na turnieje, zawody i nie trzeba mnie do tego namawiać. Sama siebie nie muszę dyscyplinować czy zmuszać się do grania. Jest to dla mnie przyjemność, a jednocześnie rehabilitacja. Poza tym wiadomo, że człowiek im ma więcej lat, tym bardziej powinien być aktywny i więcej się ruszać. Oczywiście na to, czy się akurat wygrywa czy przegrywa, w sporcie wpływa wiele rozmaitych czynników. Przydaje się szczęście, trzeba trafić na dzień dobrej formy, a z tym bywa różnie i są takie dni, że gra wcale nie wychodzi, brakuje koncentracji. Nie ma jednak wątpliwości, że im więcej człowiek gra, tym większe są szanse na dobre wyniki. Ja staram się trenować dwa – trzy razy w tygodniu, ale też muszę łączyć to z pracą zawodową samorządowca i obowiązkami domowymi, więc nie jest to łatwe do pogodzenia w czasie, ale próbuję, bo po różnych wysiłkach umysłowych i stresach w pracy mogę się też dzięki grze odprężyć. Dzięki pomocy, jaką otrzymujemy ze strony stowarzyszenia Eurobeskidy, które organizuje treningi, dowóz na turnieje, pokrywa koszty uczestnictwa, mogę sobie na tę systematyczną grę i wyjazdy pozwolić. Bez tej pomocy byłoby trudno – zaznacza Wioletta Kimla. 

Jak tłumaczy, najlepiej to widać po coraz mniejszej grupie grających kobiet, a także braku młodych zawodników. – Dziś młodzież, także ta niepełnosprawna, niestety chętniej wybiera smartfona zamiast aktywności fizycznej i po prostu jej nie ma w sporcie – ubolewa.

Po paru latach zdążyła poznać wszystkie liczące się zawodniczki w Polsce. – Znamy się, lubimy, ale kiedy spotykamy się przy stole, to jednak jest twarda rywalizacja, a niespodzianek też nie brakuje. Wolę grać szybką grę, bo trenuję zwykle z mężczyznami, a oni taką grę preferują. Czasem to bywa źródłem trudności, bo muszę się przestawiać na kobiecy styl gry, a to powoduje trochę zamieszania. Nigdy jednak nie rezygnuję, bo walczyć trzeba do końca – podkreśla Wioletta Kimla. – Z tego zwycięstwa cieszę się tym bardziej, że szybko udało nam się zgrać w jeden zespół, choć dotąd nie grałyśmy jeszcze w parze…

Śledź nasze social media:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *