Bielszczanin Piotr Mizera, zawodnik klubu Kuloodporni i reprezentant Polski w ampfutbolu, został niedawno zwycięzcą plebiscytu „Sukces nie zna barier 2017”.
Konkurs zorganizowany był w Bielsku-Białej po raz drugi, a jego celem jest promowanie postaw osób niepełnosprawnych, które przełamują bariery i stereotypy dotyczące niepełnosprawności i mogą stać się wzorem do naśladowania dla innych.
– Myślę, że oprócz mojej postawy na boisku zadecydowały o tym również te wszystkie spotkania, jakie mieliśmy z uczniami w szkołach integracyjnych, z dziećmi w przedszkolach, świetlicach. Razem z kolegami chciałem dzieciakom pokazać, że mimo przeciwności losu zawsze można o swoje życie zawalczyć – tłumaczy skromnie laureat.
A z przeciwnościami ma do czynienia od pierwszych chwil swego życia. Urodził się jako wcześniak bez jednej nogi.
– Podobno kanarek trzymany w klatce całe życie, nie tęskni za wolnością, bo jej nie zna. Ja trochę podobnie: od dziecka nie widziałem w swojej sytuacji niczego niezwykłego. Miałem protezę i wystarczyło nosić długie spodnie, żeby nie zwracać na siebie uwagi i niczym się nie wyróżniać. Nie czułem z tego powodu problemu: zwyczajnie z kolegami grałem w nogę na podwórku i żaden z nich nie traktował mnie jakoś inaczej, gorzej… Choć bywało czasami zaskakująco, kiedy w ferworze gry za kopniętą piłkę na parę metrów w górę wędrowała za nią… moja proteza. Na początku wszyscy zastygali z przerażenia, ale potem już się przyzwyczaili – wspomina z uśmiechem.
Nigdy nie czekał na ułatwienia, choć przecież nie było mu wcale łatwo.
– Poczułem inność dopiero na studiach, kiedy okazało się, że z racji niepełnosprawności przysługują mi jakieś przywileje: mogłem na przykład otrzymać stypendium dla osoby niepełnosprawnej. Właściwie też dopiero wtedy uświadomiłem sobie, że mogę korzystać z różnych programów i postarać się o lepszą dla mnie protezę. Ale nadzwyczajnych przywilejów ani nie szukałem, ani nie wykorzystałem. Jak każdy z kolegów skończyłem szkołę, a potem studia – tłumaczy.
Piotr Mizera jest absolwentem informatyki i ekonometrii na krakowskiej Akademii Górniczo-Hutniczej. Jako student był w Krakowie zawodnikiem drużyny koszykarskiej na wózkach. Po powrocie do Bielska-Białej trafił trzy lata temu do Kuloodpornych.
– I tutaj odnalazłem się na dobre. Tu przeżyłem powołanie do kadry narodowej – i to jest coś pięknego. Za każdym razem serce się cieszy! Nie ma tu znaczenia, czy to jest piąte, czy dziesiąte powołanie do kadry… Drużyna jest dla mnie ważnym oparciem, ale ja też staram się wspierać kolegów. Pomagamy sobie wzajemnie i to jest chyba najlepszy aspekt tych naszych spotkań i treningów. Na początku trzeba było się zaprzyjaźnić, ale teraz to już w większości jesteśmy dla siebie jak rodzina. Na co dzień różne sytuacje człowieka dotykają i kiedy trzeba wsparcia, szukamy go u kolegów z drużyny. Staram się, żeby inni mogli też na mnie zawsze liczyć. I to jest mega fajne! – mówi zawodnik.
Jakie ma marzenia w 2018 roku?
– No oczywiście chciałbym, żebyśmy poprawili naszą lokatę w Mistrzostwach Polski, bo trzecie miejsce w zeszłym roku trochę mnie zawiodło. Ambicje mamy przecież większe. Potem trzeba popatrzeć na plany reprezentacji Polski. Nie spodziewałem się kiedyś, że uda mi się wyjechać na Mistrzostwa Europy do Turcji. Udało się, a teraz chciałbym powalczyć o bilet na Mistrzostwa Świata, które będą w tym roku w Meksyku. Konkurencja jest duża, bo na tą samą pozycję bocznego obrońcy jest przynajmniej ośmiu kandydatów. Trzeba będzie włożyć dużo pracy, żeby dostać się do tej czwórki, która pojedzie. Myślę, że jeśli będę trenować tak, jak dotąd, to mam szansę – mówi Piotr Mizera.
Jak dodaje, sport staje się coraz ważniejszy w jego życiu. Pozwala też na spełnienie innych marzeń, w tym także tych o pomaganiu ludziom, a wśród nich dzieciom z bielskiego Domu Dziecka przy ulicy Lompy.
– Cieszę się, że pomagamy. Nasi młodsi zawodnicy z domu dziecka przeżywają to samo, co każdy z nas na początku tych treningów: odrywają się od codzienności i udaje im się „wyczyścić” głowę z tego, o czym chce się zapomnieć. Oni się przygotowują do Mistrzostw Polski i ciężko pracują na boisku, żeby być jak najlepszą ekipą. A że na treningach dość szybko biegają, to i dla nas bywają trudnym przeciwnikiem – przyznaje Piotr Mizera. I nie ukrywa, że sportowa pasja cieszy go, bo daje szansę wygrywania.
– Ja lubię rywalizację i ampfutbol mi to daje. Jak w każdym sporcie, czasem trafiają się kontuzje. Sam tego doświadczyłem, ale za każdym razem wracam na boisko, bo nie wyobrażam sobie siebie gdzieś indziej… Kiedy przychodzę na trening i widzę twarze przyjaciół, to od razu pojawia się uśmiech. Ze średniego robi się świetny humor. Tworzymy fajną ekipę i widzę, że nowi zawodnicy, którzy do nas dochodzą, szybko dopasowują się do tego naszego stylu i dobrze nam razem – mówi zawodnik.
[envira-gallery id=”494″]