W 16. Międzynarodowym Integracyjnym Turnieju Szachowym w Milówce imponująca była rozpiętość wieku. I widać było, że nikogo tu żaden wiek nie dyskwalifikuje. Wystarczyło spojrzeć na tłumek kibiców, którzy z uwagą śledzili końcówkę finałowej partii rozgrywanej przez blisko 80-letniego Ewgenija Piankova z Sewastopola, któremu nic nie stanęło na przeszkodzie do zwycięstwa w całym turnieju.
Zaraz za zwycięzcą, na drugim miejscu w klasyfikacji zawodników pełnosprawnych, znalazł się najlepszy junior turnieju i zarazem jego najmłodszy zawodnik: Hubert Meers, 11-letni reprezentant UKS Hetman Koronny Trzebinia.
– Zaczęło się od tego, że znalazłem w domu szachy. Miałem wtedy trzy lata. Zacząłem męczyć tatę, żeby mnie nauczył grać. I zacząłem grać, kiedy miałem cztery i pół roku. Kiedy w moim przedszkolu zaczęły się zajęcia szachowe, ja już to wszystko wiedziałem i pani wysłała mnie na pierwszy turniej – wspomina Hubert. Tak rozpoczęła się szachowa kariera.
Dziś ma na swoim koncie medale Mistrzostw Polski, wicemistrzostwo Europy, a także 7. lokatę na Mistrzostwach Świata Juniorów. – Bardzo nam się tu podobało na turnieju. Cieszę się, że przyjechaliśmy, bo to cenna okazja do treningu. A wspieramy zainteresowanie i szachową pasję Huberta, bo dzięki temu uczy się nie tylko przydatnego w szkole myślenia, koncentracji, ale przekonuje się, że bez pracy niczego nie da się osiągnąć – mówi tato młodego mistrza.
W tegorocznym turnieju na podium nie zabrakło zwycięzcy sprzed roku – Henryka Seiferta, reprezentanta SI Eurobeskidy, mistrza FIDE, instruktora i sędziego szachowego, który zajął drugie miejsce. – Tym razem nie wygrałem, ale niewiele brakowało. Na ostatecznym wyniku może zaważyć nawet drobny szczegół: nastrój, chwilowe zmęczenie, gdy runda trwa dłużej – tłumaczy pan Henryk. Doświadczenie przydaje mu się w codziennej pracy jako trenerowi szachowemu juniorów. – To wspaniały sport – nie ma wątpliwości szachista. Jak podkreśla, bez szachów nie wyobraża sobie życia. Ma liczne zawodowe obowiązki, ale na szachy poświęca sporo czasu.
– Dzięki internetowym przekazom oglądam dużo zawodów na całym świecie, trenuję młodzież i ciągle mam z szachami kontakt. Są dla mnie ważne i mogę bez żadnej przesady powiedzieć, że szachy ratują mi nieraz życie. Kiedy coś nie wychodzi, nie układa się, szachy pomagają odzyskać spokój, równowagę. To przekłada się nie tylko na dalszą pracę, ale też na cały ogólny tan organizmu: tak dosłownie dzięki szachom czuję się zdrowszy, nawet szybciej wracam do zdrowia w razie choroby, bo umysł nie zatrzymuje się na obawach, złych myślach czy emocjach – dodaje Henryk Seifert.[envira-gallery id=”4575″]