To motto życiowe Szymona Sowińskiego – srebrnego medalisty igrzysk paraolimpijskich w Tokio w strzelectwie sportowym. Jego droga to historia jak domowe hobby przerodziło się w pasję i występy na arenie międzynarodowej.
Szymon Sowiński strzelectwo trenował jeszcze jako osoba pełnosprawna. Nie były to co prawda treningi profesjonalne, z trenerem, a raczej ćwiczenia w warunkach domowych, ale zyskał wtedy obycie z bronią. W pewnym momencie zrezygnował z treningów. Do strzelectwa wrócił po wypadku. Dopiero wtedy jego sportowa kariera nabrała tempa, a wyniki poszybowały w górę. Otrzymał zaproszenie do kadry, dzięki czemu w 2016 roku mógł wystartować w igrzyskach.
– Do klubu Start Zielona Góra dołączyłem w 2013 lub 2014 roku, aby mieć możliwość udziału w Mistrzostwach Polski w strzelectwie sportowym. Zdobyłem wtedy trzecie miejsce. Potem wszystko potoczyło się bardzo szybko. Ćwiczyłem w domu oraz z trenerem Markiem Maruchą. Trenowałem również w Krakowie.
Wysokie wyniki w kraju zapewniły mu starty na arenie międzynarodowej – Pierwszy poważny wyjazd to mistrzostwa świata w Niemczech. Tam zdobywałem szersze doświadczenie. Mogłem wówczas strzelać w dwóch konkurencjach, na które miałem pozwolenie. Były to dwie konkurencje pneumatyczne, w tym jedna olimpijska. Nie udało mi się wtedy zakwalifikować na igrzyska- wspomina.
Jak się można domyślić na tym się nie skończyło. Podczas Pucharu Świata w Stanach Zjednoczonych do kwalifikacji zabrakło niewiele. Na szczęście kolejne zawody otwarły drogę na igrzyska – Kilka finałów w zawodach międzynarodowych pozwoliło mi poszybować w górę. Dzięki wysokiej pozycji w rankingu otrzymałem dziką kartę i mogłem pojechać na igrzyska – opowiada.
Potem rok 2016, paraolimpiada w Rio i czwarte miejsce – Myślę, że jakiś niedosyt pozostał. Zadowolony jestem zawsze, kiedy wygrywam. Na kilkadziesiąt osób startujących tylko jedna może cieszyć się w pełni z wygranej. Czwarte miejsce dało mi wiele możliwości, ale również sporo mnie nauczyło. To doświadczenie było szansą na rozwój. Takie rzeczy mnie motywują. W tej chwili czuje się mocniejszy, lepszy. Czy tak samo byłoby gdybym zdobył medal? Trudno powiedzieć– przyznaje paraolimpijczyk.
Rezultaty cięższej pracy Sowińskiego po Rio można było zaobserwować w 2018 roku podczas Pucharu Świata we Francji. Tam polski strzelec zdobył dwa złote medale w drużynie, srebro w konkurencji pistolet P3 oraz brąz indywidualnie w pistolecie P5. Pojawiła się także kolejna szansa– Doskonale pamiętam te zawody. Bardzo cieszyłem się z drugiego miejsca, które dało mi kwalifikacje na igrzyska, to było niesamowite przeżycie. Bardzo mile i ciepło wspominam moment finału. Wszystko ułożyło się w doskonałą całość. Przywiozłem, no nie złoto, ale srebro, które dawało kwalifikacje, wtedy jeszcze nie dla mnie, ale dla Polski – mówi Sowiński. Była to pierwsza kwalifikacja jaką na igrzyska w Tokio wywalczył paraolimpijczyk.
Igrzyska w stolicy Japonii przyniosły zawodnikowi Startu Zielona Góra upragniony olimpijski krążek. W Tokio w klasie SH1 przy strzałach z dystansu 25 m wywalczył srebrny medal. Był to 19 krążek dla reprezentacji Polski.

fot. PKPar
Na drugim miejscu podium stanął także w tym roku, tym razem podczas Mistrzostw Europy w Norwegii w konkurencji pistoletu pneumatycznego P1 indywidualnie i drużynowo z Kacprem Pierzyńskim i Filipem Rodzikiem. Jednak na dwóch medalach się nie skończyło. Strzelając z odległości 10 m w kategorii P5 (SH1) Polak zdobył złoto także indywidualnie i w tym samym składzie drużynowo.